poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Epilog



Wtedy pojechałam  na ten mecz, w tajemnicy przed nim. Wyszło to tak nagle, Fabian miał bilety i tak się złożyło.  Usiadłam na trybunach i oglądałam go w akcji. Patrzyłam już na niego trochę inaczej. Kiedy strzelił gola, wstałam i z moim przyjacielem krzyczeliśmy… Chyba wtedy mnie zauważył bo zrobił serduszko w moim kierunku. To było coś pięknego.

xxx

- Czy była na tym meczu? Oczywiście! Najlepsze było to, że ja nic o tym nie wiedziałem. Zdobyłem wtedy gola i zauważyłem ją na trybunach. Ona się wyróżnia. Nie wyglądem… ale czym co mnie w niej zauroczyło. -  uśmiech-  Zrobiłem w jej kierunku serduszko. To była bramka dla niej. Można powiedzieć, że zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Po meczu, od razu pobiegłem na tą trybunę, gdzie siedziała. Nie przebrałem się nawet. Złapałem ją za rękę i pocałowałem. Jedni powiedzą, że za szybko się to wszystko potoczyło, a ja powiem, że potrzebowałem tego i nie zwracałem uwagi czy to szybko czy wolno. – śmiech .

Xxx

Przyszedł wtedy na trybuny. Byłam strasznie zaskoczona kiedy stanął naprzeciwko mnie i tak przy wszystkich po prostu pocałował. To oznaczało początek czegoś wielkiego.

Dziękuję bardzo za wywiad. Gośćmi byli  Livia Martinez i Pedro Rodriguez. A teraz zapraszam na kolejny program z serii „ Jak poznałem/poznałam swoją drugą połówkę”  w którym wystąpi chyba najgorętsza para w Hiszpanii – Shakira i Gerard Pique! 
________
No to jest epilog. Najprzyjemniejszy chyba w całym tym opowiadaniu :)
Jak widzicie, była to forma wywyiadu w telewizji - Barca TV :)
Coś innego, może niekoniecznie mi się to udało, ale jestem szczęśliwa, że jakoś ten pomysł wypalił.
Dziękuje za niewielką ilość komentarzy, bardzo się cieszę, że ktoś to jednak czytał!
Niebawem ruszę z opowiadaniem o Fabio Coentrao, tak więc szykujcie się!
Jeszcze z tym nie kończę! ^^
Pozdrawiam! :*
I do przeczytania na www.smak--zycia.blogspot.com

środa, 10 kwietnia 2013

Część dziewiąta



Na uniwersytecie nie mogła przestać myśleć o spotkaniu z Pedro. Sądziła, że to będzie jednorazowe spotkanie, po czym dostawał od niego wiadomości z zapytaniem o kolejne. Zaproponował jej, że po nią przyjedzie i razem pojadą na obiad na La Rambla. W przerwie między zajęciami zadzwoniła do niego.
- A zdążymy w jakieś czterdzieści minut? – spytała gdy usłyszała jego głos.
- Pewnie, a co? Masz inne plany?
- Muszę do mamy pojechać przed pracą… Obiecałam jej to…
- Nie  ma problemu – słyszała wręcz jak się uśmiecha – O której po ciebie przyjechać?
- O czternastej – odpowiedziała i zaśmiała się. Rozłączyła się, żegnając się z Pedro, radosnym do zobaczenia

Czułam się coraz bardziej wyjątkowa. Pedro Rodriguez chciał się dalej ze mną umawiać! Świat się wali, myślałam – śmiech-  Był naprawdę świetny.

- Znam ten uśmiech! – usłyszała głos swojego przyjaciela Fabiana, który szedł w jej kierunku z roześmianą Maritą.
- Darujcie sobie – mruknęła i zaśmiała się. Blondynka wyciągnęła ją na damskie ploteczki, a blondyna „wysłała”  na wykład, by potem mogły od niego spisać notatki. Marita chciała wiedzieć jak poszła randka szatynki z piłkarzem FC Barcelony.

Wtedy nie miałam jak jej odmówić. Moje życie towarzyskie stało się ich chlebem powszednim – nie mogli żyć bez sprawozdania! – śmiech.

XXX
- Wszystko słyszałem! – do szatni wkroczył roześmiany Pique. Mina Rodrigueza miała na celu zamknięcie ust swojemu przyjacielowi, lecz ten jeszcze głośniej się śmiał.
- I co z tego? – rzucił obojętnym tonem zawodnik z numerem siedemnaście.
- Rozumiem, że wczorajsza randka się udała – Gerard znacząco poruszał brwiami, wciąż się szczerząc.
- Owszem, udała się jak jeszcze nigdy dotąd! – wytknął mu język Pedritto i poszedł pod prysznic.
- Ja tu czekam na pikantne szczegóły! – Pique usiadł na ławce i zaczął się przebierać. Po pięciu minutach pojawił się Pedro, ubrany już w spodnie.
- Boże, ale ty jesteś zboczony… Myślisz tylko o jednym! – zaśmiała się barcelońska siedemnastka, ubierając koszulkę wyciągniętą  z szafki.
- Ależ skąd… - uśmiechnął się znacząco Gerard, a Pedro tylko pokręcił głową. Pożegnał się z przyjacielem i wyszedł z ośrodka treningowego FC Barcelony.

Czekał na nią na parkingu przed uniwersytetem barcelońskim. Wystukiwał palcami rytm usłyszanej niedawno w radiu piosenki. Kiedy ujrzał szatynkę na horyzoncie, odpalił silnik i poczekał aż Livia zajmie miejsce pasażera, tuż obok niego. Poczuł jej wargi na swoim policzku i uśmiechnął się do niej szeroko. Pojechali na La Rambla, do jego ulubionej i zacisznej restauracji.
- Dlaczego musisz do mamy jechać – zapytał, kiedy czekali na realizację swojego zamówienia.
- Jest w szpitalu. Choruje na serce – odpowiedziała, ukrywając swój delikatny smutek, sztucznym uśmiechem. - Ale nie mówmy o tym… Jak tam trening?

Wiecie jak czuje się osoba, która popsuła drugiej humor? To tak właśnie się wtedy czułem. Chciałem to jakoś naprawić… Ale wracając do tematu, dla którego tu w końcu jesteśmy – śmiech -W jej towarzystwie czułem się niezwykle swobodnie. Nie wiem co miała takiego w sobie. Pociągała mnie ale nie w sposób fizyczny, tylko… psychiczny. Jest takie w ogóle określenie? – śmiech

Rozmawiali jeszcze przez dłuższy czas, kiedy szatynka powiedziała, że musi już iść. Pedro zadeklarował się, że ją odwiezie.
Odjechał spod szpitala kiedy Livia zniknęła w budynku.

Po wizycie u matki, której powiedziała o Pedro, udała się do swojej pracy. Nie było zbyt dużego ruchu, więc mogła sobie pozwolić na naukę do czekającego ją za kilka dni egzaminu. Znowu usłyszała dźwięk swojego telefonu. Odczytała wiadomość:
Jutro jadę na mecz, więc się zdzwonimy. P.
Uśmiechnęła się pod nosem, odpisując mu, że nie ma sprawy.

Czy wiedziałam na co się piszę? Nie do końca. Ale cieszę się, że w końcu ktoś taki pojawił się w moim życiu, kto wywołuje na mojej twarzy szeroki i prawdziwy uśmiech. Oczywiście nie licząc swoich przyjaciół.
_______
no to został nam tylko epilog :)
Pozdrawiam!

środa, 3 kwietnia 2013

Część ósma



Szykowała się w domu na spotkanie z Pedro. Nie wiedziała w co się ubrać – ale to chyba nie nowość w kobiecym świecie. Po dłuższych przemyśleniach, ubrała czarną tunikę i czerwone baleriny. Zrobiła delikatny makijaż i upięła swoje włosy kilkoma wsuwkami.  Przeglądała się w lustrze w przedpokoju, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi domu, co wywołało u niej mała palpitację serca. Podeszła do drzwi, wydychając głośno zalegające w płucach powietrze. Otworzyła drzwi i w progu stał piłkarz z małą różyczką w ręku.
- Pięknie wyglądasz – powiedział, gdy tylko zilustrował ją od góry do dołu. Ona odpowiedziała, delikatnie się uśmiechając. Wręczył jej kwiatka po czym musnął jej policzek.
- Gotowa? – zapytał, szeroko uśmiechnięty. Wzięła z szafki torebkę i zamknęła za sobą drzwi.
- Gdzie jedziemy? – spytała, wsiadając do sportowego auta piłkarza.
- Niespodzianka-  zaśmiał się, odpalając silnik i ruszając z miejsca parkingowego pod blokiem dziewczyny.  Teraz miała czas na zilustrowanie jego ubioru: czarna rozpięta marynarka, granatowa koszula i ciemne spodnie dżinsowe. Po samochodzie rozchodził się zapach jego perfum, który przyjemnie drażnił jej nozdrza.  Po dziesięciu minutach dojechali do wysokiego i nowoczesnego budynku. Pedroo zatrzymał się przy wejściu. Zgasił silnik i wyszedł z samochodu. Podszedł pod jej drzwi, które otworzył, podając swoją rękę.
Uśmiechnęła się i wyszła z auta. Weszli do budynku,  kierując się do windy. Wsiedli do niej przyciskając guzik, z numerem ostatniego piętra.
- Mam nadzieję, że nie masz lęku wysokości. – puścił do niej oczko, uśmiechając się przy tym zniewalająco.
- Nie – zaśmiała się. Po dłuższej chwili wyszli z windy i skierowali się jeszcze na półpiętro  z którego było wyjście na dach. Pedro wszedł pierwszy po drabince, by pomóc dziewczynie. Kiedy już stała na dachu budynku, widok jaki teraz oglądała, zaparł jej dech w piersiach.
- Nawet nie wiem jak to opisać – powiedziała zszokowana – Cudnie!
- Cieszę się, że ci się podoba – uśmiechnął się i zaprosił ją do stolika. Odsunął jej krzesło kiedy usiadła, dopiero sam to zrobił.

Naprawdę nie spodziewałam się tego. Byłam bardzo mile zaskoczona. Za to miał u mnie kolejnego plusa. Czerwone wino, pieczeń a potem deser na słodko. Czułam się wyjątkowo.

- Nie wiem jak to wszystko zdołałeś zrobić w tak krótkim czasie, ale wiedz, że zrobiłeś mi bardzo miłą niespodziankę. Jestem zachwycona i z pewnością zapamiętam to do końca życia – uśmiechnęła się do niego, popijając wino.
- Najpiękniejszy wieczór dla najpiękniejszej dziewczyny – odpowiedział, patrząc prosto w jej oczy i łapiąc jej wolną dłoń na stole.

Czułam się niesamowicie, ale zdałam sobie sprawę, że to nie potrwa długo. Myślałam, że to coś na chwilę, choć w głębi serca chciałam by tak było zawsze. Czemu? Już odpowiadam! Obok mnie siedział sławny, bardzo dobry i przystojny piłkarz, który trzymał moją dłoń - normalnej, szarej dziewczyny, prawiąc jej komplementy. Czułam się wyjątkowa.

Szli wzdłuż bloków, zostawiając samochód Pedro pod tamtym budynkiem.
- Pierwszy raz zdarzyło mi się spotkać dziewczynę, która lubi i ogląda piłkę nożną… A właśnie, miałaś mi powiedzieć o co chodzi z tym Marciem… - zaczął patrząc na nią.
- Ah tak. Marc to mój przyjaciel. Wychowałam się z nim, Fabianem i Maritą na jednym podwórku – uśmiechnęła się, kładąc dłonie na swoje ramiona. Zauważył, że pociera dłońmi swoje ramiona, więc bez słowa ściągnął swoją marynarkę i założył na jej ramiona.
- Już rozumiem… I to dzięki nim jesteś kibicem? – zaśmiał się, a ona mu zawtórowała, kiwając głową.
- Jak graliśmy na podwórku, zawsze stawiali mnie na bramce. Byłam wtedy najlepsza! – uśmiechnęła się.
- Nie myślałaś, żeby pójść w kierunek sportu? Jakaś damska sekcja czy coś? – spytał, wciąż idąc przed siebie. Nie patrzał na zegarek. Było u obojętnie, która jest godzina. Liczyło się tu i teraz.
- Nie.  Skupiłam się na nauce. Mama mi powtarzała, że nauka jest najważniejsza jeżeli w życiu chce się być kimś.
- Rozumiem… Ciekawe czy pokonałabyś samego Victora Valdesa, na murawie…
- Pewnie nie – zaśmiała się.
- A co ty na to, żeby spróbować? Zabiorę cię na trening któregoś dnia i weźmiemy naszego najlepszego strzelca. Pięć rzutów karnych do obronienia… - przystanął i spojrzał na nią. Mówił takim nakręconym tonem. Już wiedział, jak zemścić się na swoim koledze z drużyny, który zrobił mu zdjęcia z imprezy, jak prawie się zataczał i pokazał je trenerowi w ukryciu.

Myślałam wtedy, że zwariował. Ja miałabym się mierzyć  z samym Victorem Valdesem?

- Ty chyba zgłupiałeś! – wybuchła śmiechem, idąc przed siebie.
__________
Taki pozytywny odcinek, według mne oczywiście :)
Przepraszam za zwłokę, ale kuzynostwo było i dopiero dziś pojechali :)

poniedziałek, 25 marca 2013

Część siódma



Dwa tygodnie później

Mniej więcej codziennie Sergio dzwonił do niej – nawet jak był w podróży na mecz. Nic nie mógł poradzić na to, że bardzo dobrze mu się z nią rozmawia. Ona natomiast jak miała czas, oglądała mecze i coraz częściej łapała się na tym, że całą swoją uwagę poświęcała na szukaniu piłkarza z numerem szesnaście na koszulce.

From Pedro:
To co, kiedy się spotkamy? P.
Uśmiechnęła się szeroko, czytając wiadomość, którą dostała od barcelońskiego piłkarza.

To Pedro:
Od wczoraj siedzę w domu. Nie mam już tyle nauki, więc jak wrócisz  
Odłożyła telefon na szafkę nocną i zaczęła czytać kolejny rozdział swojej ulubionej książki.

Odkąd Pedro pojawił się w moim życiu zdecydowanie miałam lepszy humor. Dzięki niemu zaczęłam się częściej uśmiechać.

Następnego dnia miała kolejny dzień wolny, z racji że kilku wykładowców się rozchorowało. Zadzwoniła do swoich przyjaciół i umówili się w parku w którym spędzili kilka godzin na leżeniu na trawie oraz wspominaniu dawnych czasów.
- Marc, a wiesz, że nasza Livia się zakochała? – zaczął Fabian, co spotkało się z morderczym spojrzeniem brunetki.
- Doprawdy? – spojrzał na nią młodszy przyjaciel, a przyjaciółka wytrzeszczyła oczy.
- Nie! Nie zakochałam się… Póki co to tylko się z nim spotykam – tłumaczyła się, uderzając Fabiana w ramię.
Nie lubiła opowiadać o swoim życiu osobistym. Trochę się wstydziła, a po drugie nie miała czasu na miłość. Matka od najmłodszego powtarzała jej, że nauka jest najważniejsza do osiągnięcia czegoś w życiu. Każdy swój wolny czas poświęcała na naukę. Nie robiła tego z musu, tylko z chęci.
- Ale nie ma się czego wstydzić, kochaniutka – zaczął blondyn
– Dobrze, że ktoś się wreszcie pojawił w twoim życiu! – wtrącił Marc.
- A idźcie w cholerę – mruknęła i usiadła na trawie kawałek dalej – Wiecie, że was nienawidzę?
Marita wybuchła śmiechem, przytulając się do obrażonej przyjaciółki.

Wrócił do pustego domu. Położył torbę w szafie i usiadł na kanapie, włączając telewizor. Był zmęczony podróżą na mecz z Getafe jak i samym meczem, który był dość trudny.  Na całe szczęście miał teraz kilka dni wolnego więc mógł odpoczywać oraz wreszcie  umówić się na randkę z Livią.
Wziął telefon do ręki i wybrał jej numer. Odczekał kilka sygnałów, po czym usłyszał jej głos.
- Cześć – powiedział radośnie – To kiedy jesteś wolna? Właśnie wróciłem.
- Cześć… Jak nie jesteś zmęczony to możemy nawet dzisiaj wieczorem, albo jutro… - zaśmiała się – Marc, idioto! Przestań! – usłyszał jej śmiech i krzyk – Przepraszam, ale nie daje mi spokoju.
- Marc? – spytał zdziwiony
- Opowiem ci wszystko jak się spotkamy.
- To dzisiaj wieczorem?  O dziewiętnastej? – zaproponował. – Przyjadę po ciebie.
- Świetnie, będę czekać. – odpowiedziała radośnie – Do zobaczenia.
- Do zobaczenia – rozłączył się i odłożył telefon na stolik. Już całe jego zmęczenie uleciało gdzieś daleko. Wstał energicznie i zaczął chodzić po mieszkaniu. Miał kilka godzin na wymyślenie czegoś niezbyt oklepanego na randkę.

Nie powiem. Po raz pierwszy chciałem wypaść przed dziewczyną jak najlepiej. Chciałem zrobić coś oryginalnego, coś co zapamięta do końca życia!

- Pique, jesteś mi potrzebny! – wybrał numer do przyjaciela, jednocześnie ubierając buty. – To sprawa życia lub śmierci. - Wyszedł z domu, kierując się do auta – Zaraz po ciebie będę.
Wsiadł do auta, rzucając telefon na miejsce pasażera. Ruszył z piskiem opon, jadąc prosto do przyjaciela.
Po kilku minutach szybkiej jazdy, zaparkował pod mieszkaniem Gerarda. Zadzwonił domofonem, oznajmiając tym samym, że już jest.  Powrócił do samochodu i oparł się o jego maskę, spoglądając na zegarek.
Po kolejnych kilku minutach Pique pojawił się, przecierając oczy.
- Co to za sprawa niecierpiąca zwłoki? – ziewnął i przywitał się z Pedro.
- Za chwilę się dowiesz.
______
i mamy siódemkę (;
coś Was tutaj mało :C

poniedziałek, 18 marca 2013

Część szósta



Kolejne dwa dni spędziła nad książkami, więc wzięła wolne w pracy. Ledwo znalazła czas na chwilowe odwiedziny u matki w szpitalu.  Zapomniała zupełnie o tym by zadzwonić do Pedro. Skupiała się na tylko na studiach, natomiast on wciąż przychodził z kolegami do tego baru z nadzieją, że ją spotka i na nowo się umówią.
Siedziała w domu, na podłodze i dookoła miała pootwierane kilka książek. Piła już drugą kawę tego dnia, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Wstała, pospiesznie przeglądając się lustrze w przedpokoju. Otworzyła drzwi i ku jej zdziwieniu zobaczyła w nich Pedro.
- Cześć, co tutaj robisz? – spytała, zapraszając go do środka.
- Przepraszam, że cię nachodzę, ale nie ma cię w pracy, pomyślałem, że może jesteś zła za to że tak a nie inaczej odwołałem naszą randkę… - uśmiechnął się delikatnie.
- Nie jestem zła. Naprawdę nic strasznego się nie stało z tego powodu – zaśmiała się – Zrozumiałam treść twojego liściku więc nie musisz się tłumaczyć. Chcesz coś do picia? – spytała,  gdy weszli do salonu w którym panował delikatny chaos. – Przepraszam za bałagan, ale się uczyłam – uśmiechnęła się szeroko.
- Nie, dziękuję – odpowiedział i usiadł na kanapie zaraz po tym jak ona zajęła miejsce. Przypatrywał się jej przez dłuższą chwilę.

Byłem jak w amoku. Każdego dnia coraz bardziej mi się podobała. Nawet na tym meczu nie za bardzo mogłem się skupić. Wszyscy zadawali sobie pytanie, co ze mną jest? Teraz mogę Wam odpowiedzieć, chyba się zakochałem w tamtym momencie.

- Na pewno ci nie przeszkadzam? Bo jak tak to mogę iść… - zaczął mówić, biorąc do rąk jedną z otwartych książek – Historia? Nigdy jej nie lubiłem. – zaśmiał się, odkładając rzecz na miejsce.
- Nie przeszkadzasz. I tak już mi nic do głowy nie wchodzi… I przepraszam za to, że nie zadzwoniłam, ale po prostu nie miałam kiedy – uśmiechnęła się.
- Na pewno nie jesteś zła za tą odwołaną randkę? Ja ci to wynagrodzę, tylko powiedz gdzie i kiedy a będę na pewno!

Jak się tłumaczył to robił minę dziecka, które właśnie stłukło talerz.. Słodko wyglądał – śmiech – Nadal tak robi i tak wygląda!

- Naprawdę nic się nie stało – odpowiedziała spokojnie.  – Mogę ci podać numer telefonu, bo nie wiem kiedy będę miała czas, a twój numer gdzieś mi się zawieruszył w domu – zmarszczyła brwi, starając się przypomnieć, gdzie odłożyła liścik od Pedra, lecz za żadne skarby nie mogła.
On uśmiechnął się i wyciągnął telefon. Dziewczyna podała mu ciąg cyferek, które zapisał w pamięci komórki.

Rozmawialiśmy długo… znów za długo według innych, ale dla mnie był to taki magiczny czas. Nie znaliśmy się długo, ale rozumieliśmy się idealnie. Co rusz wybuchaliśmy śmiechem, jak opowiadałem jej co się dzieje na treningach. Wiem, że nie powinienem czegoś takiego zdradzać nowopoznanej dziewczynie, ale poczułem to coś w sercu i po prostu mówiłem. Wiedziałem, że można jej ufać. Jej skromność, zaufanie aż biło  w oczy. To coś się widzi od razu, i to zauważyłem jak ją spotkałem.


- Livia, ty znowu prawie zasypiasz! – przebudził ją głos Fabiana. Spod przymrużonych powiek spojrzała na niego i tylko przytaknęła głową.
- Opowiesz mi co się ostatnio z tobą dzieje? – spytał i delikatnie nią potrząsł, by się rozbudziła.
- Nic się nie dzieję, nie wysypiam się i tyle – uśmiechnęła się delikatnie.
- A dokładniej? Dlaczego się nie wysypiasz?
Wiedziała, że Fabian nie odpuści i będzie naciskał tak długo, aż mu wreszcie powie. Opowiedziała mu szeptem co przez ostatni dni się u niej działo. Chłopak z każdym zdaniem coraz bardziej rozszerzał oczy.
- TY I PEDRO?! – powiedział podniesionym głosem.
- Ciszej idioto! Nie każdy na tym świecie musi o tym wiedzieć. – powiedziała i schowała się  w otwartej książce, którą chwilę wcześniej wyjęła z torby.
- Musimy gdzieś wyrwać, spotkać we czwórkę z Marciem i Maritą. – zaproponował Fabian, chcąc zmienić jednocześnie   temat.
Brunetka tylko przytaknęła i zaczytała się w swojej lekturze.

_______
wybaczcie, ale dzisiaj nic nie skomentuje. Jutro mini próbna matura i trzeba się choć trochę przygotować